Niewolnik

23 01 2011

 

Żaba mieszkająca w kałuży wdała się w rozmowę z bocianem.

O czym rozmawiali?

O oceanie i jego ogromie.

Żaba pyta bociana jak duży jest ocean?

Dwa razy większy od mojej kałuży? Dziesięć?

Bocian zjadł żabę, bo co biedny miał powiedzieć.

 

niewolnik-4 Niewolnik skrępowany własnymi koncepcjami potrafi postrzegać tylko w taki sposób na ile owe koncepcje pozwolą. Do wszystkiego przykłada miarkę zakodowaną gdzieś w świadomości i nigdy nie potrafi w pełni zrozumieć świata nie mówiąc już o innych ludziach. Koncepcje posadowione w umyśle stanowią dla niego mur z wąską furtką wejściową. Każdy, kto przez furtkę wchodzi jest dokładnie sprawdzany – swój to czy wróg. Dostaje odpowiednią karteczkę i specjalny identyfikator, by łatwo było go rozpoznać i ułożyć w odpowiedniej kwaterze umysłu. Jeśli ktoś nie mieści się w furtce dostaje wilczy bilet i praktycznie dożywotni zakaz wstępu do miasta. Tak jest bezpiecznie, za tym grubym murem myśli. Mur nie wpuszcza, ale i nie wypuszcza, właściciel siedzi w środku i nigdy nie wychodzi na świeże powietrze, na słońce. Mur jest gruby, wystarczy na całe życie, ale też nie pozwoli zrobić niczego, co wykraczałoby za jego ramy. Czytaj dalej »



Opowieść biblijna

18 01 2011

Michał Anioł - Stworzenie Adama

Od czasu do czasu zdarza się, że odwiedzają mnie Świadkowie Jehowy i prezentując swoje pisemka próbują wciągnąć w rozmowę. Szanuję ich, co prawda  za odważną pracę, którą wykonują z zaangażowaniem i wiarą, ale ich słowne argumenty trafiają w głęboką próżnie. Zwłaszcza te, będące mieszanką cytatów ze Starego Testamentu i wywodów naukowców o których nikt nie słyszał powodują, że zapala mi się czerwone światełko. Nie przekonuje mnie szczególnie sposób traktowania słów zapisanych w Biblii - raz dosłowny, a kiedy trzeba udowodnić jakąś trudniejszą tezę, to interpretowany, alegoryczny. Zresztą nie dziwię się ani Świadkom, ani innym wyznaniom chrześcijańskim. Gdyby tłumaczyć Biblię, zwłaszcza Stary Testament, dosłownie, to można się nieźle przestraszyć i powiedzieć „Dziękuję za takiego Boga: Gniewnego, zazdrosnego despotę”. Z drugiej strony traktując słowa Pisma Świętego alegorycznie, interpretując je, można postawić i oprzeć na biblijnym fundamencie wiele różnych tez, nawet takich, które mówią o odwiedzinach i ingerencji przybyszów pozaziemskich w nasz rozwój.
Jeszcze jedno; gdybyśmy chcieli naprawdę i z najczystszymi intencjami odczytać przesłanie Biblii, przymykając przy okazji oko na różne prymitywne i skierowane do ludzi innej epoki i kultury opowiastki, to okazałoby się, że tak gruba księga jest zupełnie niepotrzebna, że jej sens można zawrzeć w jednym zdaniu „Miłuj Boga swego z całego serca swego, a bliźniego swego, jak siebie samego”. Wystarczy zastosować się tylko do tej jednej nauki, by stać się naprawdę dobrym człowiekiem i dobrym chrześcijaninem. Nic więcej nie trzeba. Żadnego kościoła (stworzonego zresztą jako fundament władzy), żadnych zborów, pism, żadnego zawracania głowy dysputami nad sensem słów z wielkiej księgi… Jeśli istnieje siła, jakkolwiek ją nazwać, dzięki której istnieje cały ożywiony świat, to przejawia się ona w życiu, w każdej żywej istocie i tam też należy jej szukać. We własnym sercu. Taka idea istniała już w samych początkach chrześcijaństwa, niestety ze względów politycznych ostało się tylko to, co służyło władzy.

Teraz historyjka wyjęta z Biblii.

Stworzenie świata i rodzaju ludzkiego.

(Z dedykacją dla Pana Marka)

Wieczny Bóg istniał już nieskończenie długo i wreszcie dopadła go nuda. Postanowił zrobić coś dla swej rozrywki. Zebrał się i zbudował wszechświat z miliardami gwiazd i planet. Popatrzał na swe dzieło zadowolony, że tak wszystko ładnie iskrzy naokoło. Patrzał i patrzał, ale ileż można patrzeć, w końcu jest to niezbyt inteligentna rozrywka,  postanowił więc, że stworzy sobie jakąś ruszającą się menażerię. Takie duże zoo i super akwarium z rybkami.  Czytaj dalej »